healthy

Nie śmiesz mnie, nigdy nie będziesz fit!

czerwca 10, 2017

Tak się zastanawiam. Po co chodzisz na siłownię? Po co ćwiczysz w domu? Ty? Jesteś za gruba. Zobacz na ten zwisający wał na brzuchu. Jesteś zbyt leniwa, ale czekaj... Przecież mówiłaś, że nie masz czasu! Proszę Cię, tłusta świnio... Nie mów, że chcesz schudnąć. Nie uda Ci się.
Twoja pyza na twarzy zostanie, będziesz wyglądać jak chomik do końca życia. Po ciąży zostaje większa dupa, a na cycki działa ogromna grawitacja. Jesteś uzależniona od słodyczy. Ooo, to już widzę, że będziesz wyglądać jak modelka! Size plusplusplus do potęgi plus milion. W dodatku żaden facet nie leci na słoninę. Chyba, że desperat!



Myślisz, że napisałam to, żeby Ciebie zranić? W życiu. Nie jestem skłonna do tego, żebyś przeze mnie poczuła się gorzej. Czy chciałabym Cię zmotywować? Czym? Pojechaniem po Tobie? Nie, to nie motywuje, bo nie widzisz realnych efektów. Więc po co? Po co matko to napisałaś?

Napisałam po to, żebyś wiedziała, droga Czytelniczko, że nie masz szans na bycie stuprocentowo fit. Pewnie za chwile przeczytam pełno komentarzy, że oszalałam. Nie, piszę to zupełnie celowo!

Zwariowałabym bez słodyczy, pizzy, czy durnej Coca-Coli. Pizza rozumie najbardziej na świecie, po dwudziestu kostkach czekolady dopiero się uśmiecham, a szklanka Coca-Coli wygląda jak świąteczna ciężarówka pełna prezentów od Świętego Mikołaja.

I ja jej nie zaproszę do siebie?

Nie namawiam Cię, żebyś właśnie ruszyła z telefonem/tabletem/innym urządzeniem (niepotrzebne skreślić) do kuchni i upolowała jedną z powyższych rzeczy. Jedz mądrze i zdrowo, owszem. Tylko nie katuj się, bo wszystko jest dla ludzi!

Nie daj się zwariować fit modzie.

Ja zwariowałam po ciąży. Żarcie - tylko zdrowe! Siłownia - cztery razy w tygodniu, ćwiczenia niczym Chodakowskiej wraz z innymi babeczkami przy kości. Zero słodyczy. Chudłam... Tzn. Leciały centymetry. Byłam szczęśliwa!
Zmieniłam rodzaj ćwiczeń i ze szczupłej (nie myl z chudą) laski, zmieniłam się w lekko przypakowaną, silną kobietę. Teraz chodzę na siłownię, aby trenować siłę, pokonywać swoje słabości i machać dwudziestoma kilogramami na sztandze. Tylko wiem, że umiarkowanie w niezdrowym żarciu mnie ratuje.

Myślisz, że nie siada to na banię? Siada, bardzo siada.

Chcesz być "fit"? Nie ograniczaj się do zera. Ja lubię sobie zjeść ogromnego burgera raz na tydzień. Czekoladka? Raz na jakiś czas - nawet cała. Szklanka coli? Trochę kofeinki mnie obudzi.
Tak, właśnie teraz spożywam szklankę coli. Biedronkowej, tej najlepszej!

Tylko gdzie mój sześciopak? 

Jeszcze go nie ma. Dlatego też chcę podjąć wyzwanie miesięczne - do obrony, że mój lekko wyrzeźbiony brzuch będzie rysował się lepiej! :-)
I nie, nie będę żreć tylko sałaty i innych warzyw, bo nie dostarczę odpowiednich wartości organizmowi. Za to zjem zajebiście przygotowanego kurczaczka w ziołach. <3


Co Ty na to? Pojedziesz po mnie, czy przyznasz rację? Czekam na Twoje zdanie w komentarzu! :-)
Jeżeli wpis Ci się spodobał: zaobserwuj
Już niedługo o wiele, wiele więcej . :-)

Podobne

2 KOMENTARZE

  1. Czasami ta fit moda mnie śmieszy czasami można sobie zrobić jakiś posiłek który nie jest tak do końca "fit". Niektóre kobiety aż za specjalnie biorą sobie to do serca , ale przy odpowiedniej diecie i ćwiczeniach to przecież można spalić :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej :)
    Zgadzam się z Tobą jak najbardziej. Nie można popadać od skrajności w skrajność. Mam koleżanki, które odmawiają sobie wszystkiego, wmawiają sobie, że po lodach zwymiotują, nie tykają ciasta, a broń Boże słodkich napojów! Zawsze jest z nimi problem, gdy chcemy gdzieś wyjść na miasto, bo ani fast-foodów, ani alkoholu nie spożyją.
    Czasami trzeba sobie odpuścić, dać na wstrzymanie, bo można popaść w paranoję.

    Pozdrawiam,
    Natalia (www.paniodbani.pl)

    OdpowiedzUsuń